Rysunki mojego autorstwa są dość kiepskie, bo nie odziedziczyłem talentu mojej mamy. Trudno się mówi i nie wszyscy muszą być L. Da Vinci. Temat na plastyce mieliśmy żeby odmienić postać Mony Lisy.
Na lekcji udało mi się tylko narysować portret. Trochę kiepsko, ale tak to jest jak inni przeszkadzają i modelka jakaś nie w moim typie. Bo nie lubię jak ktoś się tak tajemniczo uśmiecha, jakby coś knuł.
Miała być odmiana, to odmieniłem, mam nadzieję, że mnie Leonardo nie będzie za to straszył po nocach.
Jak widać nie starałem się. Nie lubię już robić żadnych projektów do szkoły, bo nie znoszę tych pytań w stylu. A sam robiłeś? No sam, przecież ja to rysowałem w szkole, mam świadków, a może ktoś się tutaj zakradł i szybko mi to narysował i potem zwiał?
Robią z nas w szkole nieporadne dzieci, którym stryjek żony brata i szwagier męża siostry muszą we wszystkim pomagać i wyręczać te biedne dzieci, bo same na bank nic nie potrafią zrobić, ale to proste, przecież jesteśmy matołami!
No i wyrastają te biedne dzieci potem na takich co nawet nie chce im się nic zrobić, bo nauczyciele im wmówili, że sami nie potrafią narysować słonia, czy użyć kleju i nożyczek. A ja się pytam. Po co się chodzi do szkoły? Jeśli nauczyciel twierdzi, że my nie umiemy, to czemu nam niczego nie pokazują sami? Przecież po to się chodzi do szkoły co nie? Od pierwszej klasy nie pamiętam, żeby ktoś nam udzielał rad jak zrobić to czy tamto. My zwyczajnie mamy to zrobić i kropka! I wielu nauczycielom się wydaje, że lepiej nas uczniów kopnąć na parter to jak ktoś będzie ambitny to się będzie wspinał po tych schodach kariery, żeby go znowu ktoś skopał w dół. No ile można? Nikt nie myśli o nas, że mamy różne zainteresowania, nas się tylko wrzuca do jednego worka z napisem barany i kilka małp!
W naszej klasie w tym roku nie zda 6 osób, może dlatego że im się nie chce, a może dlatego że nie mają wsparcia u nauczycieli, bo jeśli koleś, który nie jest całkowitym dnem bez mózgu, zarabia 4 jedynki na jednej lekcji np. za brak książki, za brak zadania, za rzucenie liściku do kumpla i za to, że jego zeszyt wygląda jak szmata. Czy to się już nazywa wredoctwo, czy może ja przesadzam?
Facet jest teraz bez szans na poprawienie tych ocen, zwłaszcza, że nie ma poprawek z tego przedmiotu. Ze wszystkich innych są, ale u tej nauczycielki nie ma. Kropka!
A może ja jestem na to wszystko za głupi, bo nie widzę w tym sensu? Mi się wydaje że coś jest tutaj nie teges, ale muszę siedzieć cicho, bo tego się od nas wymaga. Jak ktoś ma swój głos, bo myśli samodzielnie w dodatku na głos, to jest bardzo, bardzo be. I wtedy kopa mu na parter.
- A wspinaj się robaczku, wspinaj i tak ci wyrwę czułki jak będziesz podskakiwał.
Jedyna wolność słowa to taka którą sobie tu napiszę dla ulgi.
Wiem, że najechałem na nauczycieli i nie wszyscy tacy są, ale większość nauczycieli, których ja znam, zwyczajnie nie lubi swojej pracy, nie lubi dzieciaków, nie lubi uczyć. Nie wiem tylko po co się męczą? Lepiej zmienić zawód.
Mam też kilku ulubionych nauczycieli, z którymi lekcje to sama przyjemność i chociaż potrafią być groźni to są sprawiedliwi i potrafią się z człowiekiem porozumiewać. Czy nie o to chodzi? Bo nam uczniom chodzi o to, żeby nas traktować jak ludzi, nie wchodzić do klasy z krzykiem na ustach - Siad! Wyjdź! Wstać! To nie lekcja, to tresura i to w dodatku bez nagród, przewidziane są tylko kary. Klasa się sprzeciwia? To klasa dostaje od góry do dołu jedyneczki. Czy ktoś zasłużył, czy nie zasłużył.
Idziemy w życie z poczuciem niesprawiedliwości i złością. Co z nas wyrośnie? Ach ta dzisiejsza młodzież!
Pewnie inni powiedzą, ale wy uczniowie jesteście wredni, nie dajecie spokoju nauczycielom i oni się muszą z wami męczyć. Na to ja odpowiem. Czy ktoś obiecywał że będzie łatwo i przyjemnie? Jest powiedzenie: "Najgorszą karą, cudze dzieci uczyć", a jednak wybrali ten zawód. Dlaczego? Bo lubią wyzwania? Bo lubią męczarnię? Bo lubią mało zarabiać i mieć siwe włosy z nerwów? Oto jest pytanie.
Dobrze że mam zrozumienie u mojej mamy, zawsze mi to wszystko jakoś wytłumaczy, te fochy i maniery dorosłych i sporo rozmawiamy, ale nie wszyscy mają tyle szczęścia co ja.
Dobrego dnia, Kuba.