Tyci wianuszek.

Oto tyci wianuszek.



Zrobiłem go z papierowych gałązek, które dostałem ze 100lat temu. Dodałem wstążeczkę, kupioną w sklepie, który już nawet nie istnieje, też już jakieś 100lat i kilku koralików z tego samego sklepu. Popsikałem mgiełką z brokatem, Dodałem kilka listków ostrokrzewu, które oderwałem z całościowych gałązek. A skleiłem całość klejem Magic.
Trochę powyginałem, trochę poczochrałem, popaćkałem białym niby śniegiem w płynie i oto jest.



Szyszeczki oderwałem z jakiegoś stroika świeczkowego. Jak moja mama znajdzie resztki to będzie draka. Wianuszek jest malutki bo ma 8cm. Zastanawiam się do czego go wykorzystać oprócz kartki. Może ktoś mi podpowie?

Dzisiaj notkę wkleja za mnie mój kumpel automat blogowy. Ciekawe czy nie zawiedzie? Niestety jestem nieobecny, bo nastał już ten termin i musiałem odwiedzić w końcu szpital. Teraz pewnie śpię, albo jem jakiś mordoklejny kleik. Jeśli wszystko się uda i skalpel się lekarzowi nie poślizgnie, to na Święta będę w domu.
Proszę tęsknić i czekać niecierpliwie.
Pozdrawiam wszystkich, Kuba.

Po egzaminie próbnym.

Dzisiaj miałem egzamin próbny szóstoklasisty! Poszło całkiem nieźle. Chyba. Bo trzeba wiedzieć, że szkoła to takie miejsce, że ze spokojnego człowieka zrobi się zestresowany głąb z oczami wytrzeszczonymi jakby mu zabrali 5 złotych. Zwłaszcza gdy się tych spokojnych ludzi straszy egzaminami, które są dziecinnie proste! Aż byłem zdziwiony, czy się oby nie pomylili z tymi testami. Niestety takie czasy, że muszą straszyć, a nauczyciele robią za straszaków, czasami są naprawdę straszni. Ja oczywiście rozumiem, że taki nauczyciel, to ma wszystkiego dosyć jak przejdzie dziennie przez te kilka klas małpoludów. Trochę już im nerwy puszczają. Szaleństwo się jednak rozszerza nawet na tych co są spokojni od urodzenia i z małpoludami mają mało wspólnego. Człowiek idzie do szkoły normalny, a wraca jak z obozu przetrwania. Potem musi dojść do siebie po tym wariatkowie, ale nie ma czasu na odpoczynek, bo lekcje się same nie odrobią, trzeba też poczytać lekturę, przyswoić kilka tematów, powtórzyć to i tamto, zrobić notatki i czas się kurczy. Nadejdzie sobota a człowiek ma kwadratową łepetynę i masę zadań do odrobienia. Bo chyba wspominałem już kiedyś, że w złym guście by było, gdyby na weekend uczniowie mieli wolne? A w niedzielę pod wieczór, jak już się trochę zaczyna przypominać człowieka, to dociera myśl, że jutro poniedziałek i już od nowa, oczy jak ping pongi i łepetyna ciężka jak worek kartofli. Czasami mam dosyć szkoły, ale nie przez naukę, bo to nie jest jakiś problem, tylko przez te warczenia nauczycieli. Nie wiadomo czy zejść z drogi czy zwrócić uwagę, że się jest niewinnym.
No cóż takie życie nasze uczniowskie, lepiej przełknąć w milczeniu, niż dostać po łapach.
Kto chodzi do szkoły w dzisiejszych czasach, ten wie o czym ta dzisiejsza gadka-szmatka.
A tymczasem jutro mam sprawdzian działowy z Przyrody.



Wszystkim życzę miłych chwil, samych uśmiechów, mało stresu, dużo spokoju, a uczniom wytrwania do następnego semestru. Nie długo przerwa świąteczna, będzie można wyprać spocony mózg i odwiesić na kołku.
Kuba.

Pan Mikołaj.

Tak są wśród nas Mikołaje, a ja się o tym przekonałem na własnej osobie.
Kolegujemy się od jakiegoś czasu z Panem Januszem z bloga Moje Hand Made bo wiadomo my faceci musimy się trzymać razem. No i pewnego dnia się umówiliśmy, że wymienimy się karteczkami na Święta, a Pan Janusz załączy kilka odbitek stemplowych i kilka wycinanek, które mi się podobały na blogu Pana Janusza.
Ale jak otworzyłem kopertę, która już od pierwszego wejrzenia mi się wydawała za gruba jak na kartkę. Oczy mi prawie wyleciały na podłogę.
Bo po pierwsze, dostałem piękną kartkę, a to pierwsza karteczka w tym roku.





Resztę cudów już przedstawiam i proszę pomyśleć teraz ile będę miał zabawy na wolnym.



Wszystko sobie poukładałem, żeby był porządek.



Nie spodziewałem się takiej niespodzianki i teraz myślę nad odwdzięczeniem się. Już mam pomysł.
Pan Janusz to dobry Mikołaj umie rozweselić w chorobie i pocieszyć gdy trzeba. Jest miły, zawsze uśmiechnięty chociaż dużo pracuje, a po pracy robótkuje. Proszę koniecznie odwiedzić Pana Janusza to super gość.

Jak widać do mnie też się czasem uśmiechnie szczęście.
Życzę wszystkim, samego dobrego i dużo uśmiechów, Kuba.

Lekcja dawania.

5 grudnia nasza klasa pomagała Mikołajowi w obdarowywaniu dzieci. Zebraliśmy zabawki, książki, gry, przybory szkolne i słodycze. Następnie odwiedziliśmy dzieci z oddziału chirurgicznego i pediatrycznego w szpitalu.
Nasza koleżanka ubrała się w cały strój Mikołaja i robiła HO HO HO najgrubiej jak mogła. Uśmialiśmy się.
Po obdarowaniu maluchów poszliśmy na przekąskę do KFC. Było super wesoło i miło. Bo miło jest dawać, a zwłaszcza jak dzieci kipią radością.



Fajna akcja. Na zdjęciu tylko kilkanaście osób z naszej klasy, bo jest nas o wiele więcej. Ja też tam jestem na zdjęciu, taki niski, trochę z tyłu, mam czapkę w paski czarno-szaro-białe, bo dałem koledze czapkę Mikołajową, żeby mu nie było zimno w uszy, bo nie miał wcale czapki, a mróz był w tym dniu, że HO HO HO.
Kuba.

Cekinowa bombeczka.

Dzień dobry.
Dzisiaj przedstawiam cekinowa bombeczkę.



Zwyczajną styropianową kuleczkę naszpikowałem cekinami na szpileczkach. Dodałem wstążeczkę też na szpileczce, zawiązałem kokardkę i bum.
Praca szybka, łatwa i niezbyt przyjemna gdy zamiast w styropian dziabnie się szpilką w paluchy, ale kto by tam kwękał.
No dobra, trochę bolało.
Pozdrawiam i życzę samych miłych wieczorów, Kuba.

Pele-Mele.

Dzień dobry. Taką tablicę chciałem już od dawna zrobić, ale jak to zwyczajnie bywa zbierałem materiały, później jak zwykle czas, potem dopadł mnie leń i nie chciał puścić ten drań. Wreszcie się jednak zebrałem i zrobiłem.



Nie wyszło super, ale i tak miało być to Pele-Mele próbne, tylko, że podczas pracy zrobiłem kilka zdjęć i teraz pokazuję materiał dowodowy jak się z igłą przestaliśmy lubić. Proszę się nie bać, igła jeszcze żyje i ja też.

Powstał mały kurs dla tych, którzy chcą taka tablicę zrobić, ale się jeszcze boją. Oto jak ja sobie poradziłem, a jeśli ja sobie poradziłem, to każdy sobie poradzi.

Potrzebne materiały, to rama od obrazu, który się nam znudził, grubszy karton, wypełniacz do wypychania (nie wiem jak to się nazywa u fachowców) i tasiemka, materiał wierzchni, igła, nitka, oczywiście nożyczki i ćwieki.



Moją ramę pomalowałem wcześniej zwykłą białą farbą do drewna.



Na docięty do wymiarów ramy karton kładziemy ten miękki wypełniacz do kurtek i owijamy naszym wybranym materiałem. Zaszywamy na rogach, żeby się nie przesuwało.



Tak wiem, niezbyt pięknie to zrobiłem, proszę się nie uśmiechać za bardzo, bo najlepsze szycie, będzie za chwilę.
Żeby się cały materiał wyrównał i nie przesuwał trzeba go jakoś przymocować. Ja wybrałem przyszycie, igła miała swoje zdanie, a ja swoje. Oto krok drugi.



I krok szyciowy trzeci i na szczęście prawie ostatni.



Po odwróceniu trzeba przyłożyć wstążkę i wybrać sobie jakiś układ, który nam pasuje. Może być po skosie, może być w liniach prostych.



Następnie przyszywamy wstążkę, każdy ucięty koniec trzeba przymocować tak, żeby się nie przesunął i żeby było równo.



Przejdźmy szybko do następnego kroku, bo wstyd mnie zalewa jak wspaniale władam igłą.
Teraz przez wstążkę, materiał, ocieplinę i karton przebijamy się ćwiekami, co jest łatwe, tylko trzeba pilnować palców po drugiej stronie w czasie przebijania. Wiem co mówię. Te ćwieki Primy są bardzo ostre. Odginamy ćwiekom blaszki i się trzyma.



Powtarzamy tyle razy ile mamy skrzyżowań wstążki.



Na koniec zakrywamy "piękne wykończenie" tyłem od ramy, to takie plecy każdej ramki. Można na klej.



I wkładamy w ramę, mocno dociskając całość zapięciem od ramy.



Jeśli się pogniotło trochę, to można na koniec przeprasować żelazkiem.



I koniec. Tablica gotowa, można wkładać zapiski, obrazki, pamiątki, plan lekcji, listę spraw do załatwienia, zdjęcia, bilety na koncert. No i co się komu chce.



Mam nadzieję, że się wszystko uda i zobaczę świetne tablice. Proszę się chwalić koniecznie. Bardzo miłej pracy, Kuba.

Podsumowanie klęsk.

Dzień dobry. Chociaż mamy już koniec listopada, to wróćmy o krok w tył. Październik nie był wcale taki leniwy, jakby się mogło wydawać. Był zwyczajnie kiepski do tworzenia. Znalazłem kilka zdjęć, które miały być do odstrzału, ale żeby nie było że nic nie robię, wrzucam te, które się zachowały. Nie mam wszystkich zdjęć prac, które poszły do szkoły. Wcześniej z jakiegoś powodu nie chwaliłem się nimi. Powodów była cała masa, ale nie będę wymieniał wszystkich. Jednym z nich był powód, że prace te nie są jakieś rewelacyjne, żeby nimi zasypywać niewinnych ludzi. Nie byłem z nich zadowolony, ale kiedyś napisałem na blogu, że nie jestem przecież mistrzem i też wytwarzam sporo byle jakich prac. Najważniejsze to iść do przodu i nie oglądać się na klęski które popełniliśmy. I tak oto, kilka moich klęsk. Proszę zamknąć oczy jeśli kogoś razi mój brak stylu. Zaczynamy.
Pierwszy jest plakat jesienny.



Wykorzystałem do niego niewinną modelkę z gazety. Biedaczka, gdyby wiedziała...



Jak widać napaciałem listków różnej maści, z powodu braku weny.
Następnie poszły na warsztat nietoperze. W naszej szkole są obchodzone pewne święta. Ale nie będę wspominał tej nazwy, bo znowu mi zamkną bloga.



To tyle w temacie Halloween. ^__^ Dynie z papieru pokazywałem wcześniej.
Kartka dla koleżanki. Napracowałem się przy niej, ale z efektu nie byłem zadowolony. Zwykła klapa, bo przefajnowałem. Koleżance chyba się podobała, bo pokazywała wszystkim.



Idźmy dalej. Oto grzyb.



Mojej Pani się podobał. Miałem przygotować grzyby do ozdoby klasy. Cóż, jakoś wena mnie opuszcza, gdy muszę coś robić pod dyktando.



Teraz uwaga, przekombinowałem na całego. To miał być szyld naszej klasy. Szkoda na to słów.



Mała rada, nie używać fajnego czarnego pisaka z Lidla, rozlewa się grubiańsko w grube linie ponad ich grubość. Koniec rad.

Oczyściłem się, teraz czas na nowe.
Zapraszam wkrótce, Kuba.

Segregatorki.

Dzisiaj szybki przepis na segregatorki z pudełek po ryżu.
Kto chętny? Zapraszam.



Potrzebujemy kartonik po ryżu, klej, ozdobny papier i nożyczki i chwilkę czasu.



Wycinamy w kartoniku kształt segregatora. Ja zrobiłem prosty, bo zaokrąglony ciężej się okleja. Wiem co piszę, bo próbowałem i klęska.



Oklejamy dokładnie papierem ozdobnym.



Można zrobić takich segregatorów więcej i schować w nich wszystkie drobiazgi, które się walają na półkach. Wtedy wszystko będzie elegancko schowane. Jeśli chcemy większy porządek to można ponumerować kartoniki, wtedy wiemy, że na przykład w kartoniku numer 1 mamy naklejki kwiatki, a w numerze 2 bazy do kartek i koperty.



W takich kartonikach, segregatorach można schować wszystko.



I niech zapanuje teraz elegancki porządek.
Miłego sprzątania, Kuba.

Zasypmy Zuzię kartkami.

Zuzia to malutka dziewczynka, która ma bardzo świetną mamę. Postanowiłem przyłączyć się do akcji i też zrobiłem karteczkę.



Mam nadzieję, że Zuzia się ucieszy.



Zachęcam do wzięcia udziału w tej akcji.



Wszystkich pozdrawiam, Kuba.

Zimowy wianek.

Dzień dobry wszystkim zebranym.
Dzisiaj krok po kroku przedstawiam taki oto zimowy wianek, cały z papieru.



Jeśli są chętni to zapraszam na mały kursik.
Jak zwykle, potrzebujemy wycięte z kartonu koło. Ja odrysowałem koło od dużego talerza, a mniejsze od miseczki.



Na wycięty karton naklejam kilka warstw pociętego w trawkę papieru.



Można okleić całe kółko, ale ja nie chciałem, żeby było monotonnie, więc dodałem trochę kwiatków, które sobie wcześniej przygotowałem z papieru.



I trochę śnieżynek.



Trochę jeszcze doprawiłem kwiatki małymi szczegółami.



Dodałem to i tamto i powstał wianek.



Będzie wisiał w szkole w oczekiwaniu na zimę, która już tuż tuż.
Bardzo dziękuję za miłe odwiedziny i miłe słowa. Wszystkim życzę dużo zdrowia, bo mnie jakoś ono nie lubi i ciągle nie chce ze mną zostać na dłużej. Ale nie będę marudził za wiele. Wszystkim życzę samych miłych chwil, Kuba.

Papierowe dynie.

Dzień dobry.
Dzisiaj mały przepis na papierowe ozdoby. Takie bardzo szybkie, łatwe i wiszące dynie z papieru.



Na początek wycinamy dziurkaczem kilka lub kilkanaście chmurek. Im więcej elementów, tym bardziej nasze dynie będą zabudowane. Ja zrobiłem moje dynie z dziesięciu chmurek.



Następnie składamy wszystkie chmurki na połowę.



Smarujemy brzegi klejem i już na początku wkładamy nitkę, żeby dynia mogła potem wisieć.



Składamy i sklejamy wszystkie chmurki tylko tymi złożonymi grzbietami.



Po sklejeniu, formujemy wszystkie płatki, żeby po każdej stronie było równo rozłożone.



Dodajemy listek i sprężynkę wycięte z papieru i gotowe. Trudność zadania polega tylko na tym, żeby pilnować, żeby nam się nie skleiły płatki przy klejeniu grzbietów.



Można zamiast takich chmurek wyciąć kółka albo owale ręcznie, bo nie każdy ma taki dziurkacz. Składamy wtedy papier na kilka warstw odrysowujemy kółeczko ze szklanki i wycinamy kilka warstw papieru za jednym zamachem. Szybsza praca niż wycinanie po jednym kółeczku.
Moje dynie powędrowały sobie do szkoły, a ja mam już na myśli inne zadanie, którym podzielę się już za kilka dni.
Wiele zdrowia i uśmiechów, Kuba.