Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o_mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o_mnie. Pokaż wszystkie posty

Pyszne kuleczki.

Dzień dobry!
Uwaga, przydługawy post. Dzisiaj polecam łatwy przepis na szybki deser, który wygląda tak.



Przepis jest tak prosty, że nawet ja dałem radę przyrządzić taką super przekąskę. Wygląda moim zdaniem świetnie, ale smakuje jeszcze lepiej.
Jedynym minusem wykonania tych smakowitych kuleczek jest to, że potrzebna jest specjalna maszynka do wypieku.



Myślę, że sporo osób ma w domu taką maszynkę tymbardziej, że ten kto lubi spędzać czas w kuchni pewnie się zaopatrzył w takie cudo, które co jakiś czas jest dostępne w ofercie Biedronki. Wystarczy uchwycić moment i można zostać szczęśliwym posiadaczem maszyny do wypieku, pączków, mufinek albo kulek. Ja wybrałem kulki, bo jest więcej możliwości. Pączki to tylko pączki, mufinki to tylko babeczki nawet jeśli każda jest inna, ale jednak kuleczki mogą być mini pączusiami z cukrem pudrem, lub lukrem, mogą być ciasteczkami wyglądającymi jak lizaki zwanymi cake pop, mogą być z nadzieniem, lub bez, przystrojone lub same. Te ostatnie też smakują świetnie. Mogą być kokosowymi, czekoladowymi lub makowymi kulkami. Możliwości są nieograniczone!
Można eksperymentować z przepisami tak jak ja. Za każdym razem przygotowuję inne ciasto, jednak mam swój ulubiony i nie modyfikowany przepis.
Zawsze moje ulubione przepisy ozdabiam to jakieś skrzywienie zawodowe, czy coś. Oto i on.



Dla wszystkich, którzy nie będą mogli rozczytać druku, przepiszę ten przepis, dlatego proszę o informację czy wszystko dobrze widać.

Taki deser nadaje się jako zwykła przekąska, jako wykwintna przekąska, przekąska świąteczna, urodzinowa i co najważniejsze można je przyrządzić nawet jako uwaga, uwaga - słoną przekąskę. Tak, to nie żart, ostatnio robiłem kuleczki z pesto w środku, ale to nie koniec możliwości. Można zrobić specjalności, jakie nam tylko przyjdą do głowy. Mogą być miłym prezentem dla kogoś kogo lubimy, wystarczy zapakować je w pudełeczko i przewiązać kokardą.



Moje kuleczki zrobiłem na Dzień Mamy, takie właśnie jak na zdjęciu. Kolejne zrobiłem na świętowanie wyników testu szóstoklasisty, a było co świętować, bo test oceniony miałem ogólnie na 96% Jak wspominałem kilka postów wcześniej, był całkiem banalny, ale nawet na banałach można się poślizgnąć, więc nie dostałem 100% zaślepiła mnie jakaś zbytnia pewność siebie i trach.
Jednak wcale się nie martwię, bo tylko kilka osób na wszystkie cztery szóste klasy miało legendarny wynik 100%
Ale stop o mnie, zawsze schodzę z tematu, a tematem dzisiejszej notki jest to, co łakomczuchy lubią najbardziej, czyli smakołyki.

To nie jest reklama sklepu, ani reklama sprzętu, o którym piszę. Zwyczajnie postanowiłem się podzielić refleksją na temat takiego kuchennego wynalazku, ot co.
Zapraszam wszystkich do tworzenia własnych przepisów, którymi ktoś się być może ze mną podzieli.

Do tych wszystkich, którzy są na diecie, powiem tylko jedno słowo - żałujcie!
Pozostałym życzę wesołego gotowania i ozdabiania kuleczek.
Kuba.

Nowy look.

Witam wszystkich zabłąkanych wędrowców.
Dzisiaj będzie nietypowo, bo będę pokazywał... siebie. Oto ja. Tylko trochę starszy niż na tytułowym banerze bloga.



Zdjęcia zrobione przez koleżankę, jej telefonem. Pokazuję się chociaż miałem już tego nie robić, po ostatniej aferze z anonimem, który strasznie bardzo "lubił" mój blog. Cóż naginam zasadę, bo...

Ściąłem włosy jak widać i chciałem powiedzieć, że gdybym wiedział wcześniej to, co wiem teraz, to dawno bym to zrobił. Luz, prawie brak czesania, a suszenie trwa pięć minut. Nie dałem się ostrzyc całkiem po żołniersku, bo nie był bym sobą bez mojego afro. Może kiedyś.

A jeszcze nie tak dawno temu, byłem pierwszym kudłaczem na dzielnicy. Jako dowód przedstawiam moje ulubione, chociaż nie najświeższe zdjęcia z ranami, to jedyne takie zdjęcia z uwiecznionymi ranami.
Blizn po tym "dramacie" nie mam, a podobno blizny są fajne i dodają charakteru facetowi, hehe.





No i tyle z aktualności. Mam do zrobienia trochę lekcji, więc...
Jak to mówią w innych krajach, au revoir!
Kuba.

Po Egzaminie!

Chociaż mógłby być to żart na Prima Aprilis, to nie jest.
Wróciłem dzisiaj z egzaminu! To był osławiony test szóstoklasisty.
Właściwie wyszedłbym wcześniej, bo napisałem co miałem, to co tam będę siedział jak w kokonie, ale nie wolno, trzeba było czekać, aż wszyscy skończą, więc siedziałem z zamkniętymi oczami, bo trzeba oszczędzać przecież gałki. No a po przerwie, która się ciągnęła w nieskończoność mieliśmy jeszcze test z j.angielskiego. Na egzaminie jak wiadomo nie wolno kaszleć, kichać, smarkać, chichotać, szemrać pod nosem, ściągać, machać nogą i pstrykać. Może coś pominąłem, nie wiem, ale jakoś niektórzy wcale się do tego nie dopasowali. Nudny był ten test, nic nowego, same starocie powtarzane ze sto razy w kółko. Człowiek chciałby pożartować w ten piękny dzień kłamczucha, a tu wszyscy tacy wystraszeni i bladzi. Gdy wracałem do domu to było mi tak lekko, że już mam za sobą egzamin i szczerze mówiąc postanawiam się już nie przejmować, gdy nauczyciele będą straszyć, że coś będzie trudne i okropnie nas obleją i zostaniemy w tej samej klasie.
Trele morele!
Test był łatwy, że aż mi głupio się zrobiło na początku, pomyślałem, że to może test dla młodszaków i nauczyciele nas robią w konia na Prima Aprilis. Okazało się, że dzisiaj nikt się na żartach nie znał w mojej szkole.



Za to udało mi się oszukać moją mamę. Zadzwoniłem i strasznie smutnym głosem powiedziałem, że test szóstoklasisty był tak trudny, że niestety nie dałem rady i mnie jeszcze wyrzucili z sali. Moja mama na początku powiedziała tylko: - Co? A ja nie wytrzymałem i się zarechotałem, no i gdyby nie to, to byłby żart doskonały!
No i sobie nie pokłamałem w tym jedynym w roku dniu.
Wszystkim życzę wesołego kłamania i dużo śmiechu, Kuba.

Trzynastka!

Dzień dobry w tym pięknym dniu.
Proszę Państwa, wczoraj były moje urodziny. Mam już nareszcie 13 lat. Jestem jeszcze młody, ale już nie tak bardzo. Teraz już się szybko zestarzeję, bo podobno po 13-nastce leci jak z kranu. Pyknie mi za niedługo dwudziestka i koniec wygłupów. Hehe, ale jeszcze kilka lat mi zostało to trzeba zaszaleć. Moja mama powiedziała, że się mojej trzynastki nie obawia, bo podobno w tym wieku ludzie strasznie głupieją. Ciekawe czy ja też zgłupieję? Będę się pilnował żeby nie zgłupieć, bo zgłupieć jest łatwo, gorzej wrócić do jako takiej normalności. Zresztą gdzieś słyszałem, że tylko wariaci są coś warci, to już sam nie wiem.
Zgłupieć czy nie zgłupieć? Oto jest pytanie.



Zapraszam wszystkich na słodkie zdjęcia serniczka, który sam zrobiłem. Niestety tylko tyle mogę zaoferować na blogu. Proszę o wybaczenie, że tak kuszę.

Przedstawię przepis obrazkowy, jak zrobiłem mój sernik, może ktoś skorzysta z przepisu. Sernik robi się łatwo, warto spróbować, smakuje wyśmienicie i nie trzeba go piec w piekarniku.
Potrzebujemy kilku składników ze sklepu: sernik w proszku, brzoskwinie w puszce, galaretka, herbatniki...



Jeszcze serek homogenizowany i oczywiście mleko, im tłuściejsze tym lepsze.



Jak już mamy wszystkie składniki kupione, to oczywiście wyciągamy mikser, miskę, tortownicę.
Mikserujemy sernik w proszku z mlekiem. Na opakowaniu sernika jest podany dokładny czas mikserowania i wszystkie wskazówki jak to mikserować. Ja zawsze dodaję mniej mleka niż podaje instrukcja, dodaję jedną szklankę mleka, bo wolę, żeby sernik był bardziej zbity, niż taki strasznie puszysty, że się rozwala na talerzu. Ale jak kto woli.

A w między czasie przygotowujemy galaretkę, bo ona potrzebuje trochę czasu żeby wystygnąć i się trochę zastygnąć, ale o tym później. Przygotowujemy galaretkę i odstawiamy niech stygnie.



Galaretka stygnie sobie, a my wykładamy tortownicę herbatnikami i nakładamy ubitą masę sernikową.



Na pięknie wygładzony sernik ja za każdym razem sypię warstwę albo wiórków kokosowych, albo orzeszków, a tym razem są to płatki migdałowe. Stworzą w naszym serniku chrupką, pyszną warstwę.



Która wygląda i pachnie tak.



Muszę dopowiedzieć, że jak ktoś bardzo lubi to może dodać rodzynki, ja nie cierpię rodzynek, więc ich nigdy nie dodaję do mojego ciasta.
Teraz następna miła czynność, krojenie brzoskwiń. Wyciągamy je z puszki trochę wcześniej na miseczkę, żeby syrop z nich trochę skapał, żeby nie pływały później na serniku. Kroiłem w takie grubsze paseczki, ale można je było pokroić w kostkę, albo w cienkie plasterki, jak kto woli.



Uwaga dla młodszych, którzy będą sernik robić. Uważajcie na nóż! Najlepiej niech kroi ktoś dorosły.
Teraz pokrojone, smakowite brzoskwinie układamy na warstwie migdałów. Ciężko było się powstrzymać, żeby nie zjeść tych brzoskwiń.



Teraz wracamy do naszej galaretki. Uwaga, uwaga cenna uwaga!
Nie zalewajcie galaretki, kiedy jeszcze jest bardzo wodnista, poczekajcie aż się zrobi taka gęściejsza, ale nie glutowata. Trzeba ten moment wyczuć. Kiedyś wlałem wodnistą galaretkę i wstawiłem sernik do lodówki, bo myślałem, ze będzie w porządku. Jak po jakimś czasie otworzyłem lodówkę, żeby sprawdzić co z sernikiem to się załamałem. Galaretka dziwnym sposobem przeciekła przez cały sernik i była w całej lodówce, a ja myślałem że tortownica jest szczelna i nic nie przepuszcza. No i od tamtego czasu, zawsze czekam i sprawdzam czy galaretka jest już gęściejsza. Wtedy nie ucieknie, bo w lodówce już tylko sobie pięknie zastygnie. No i mamy gotowy i przepyszny sernik.
Ja oczywiście uwielbiam słodkości, więc doprawiam do smaku sosem czekoladowym. A co sobie będę odmawiał trochę przyjemności w życiu.



Strasznie pysznie i miło się zrobiło. Smacznego!



No to lecę się starzeć w spokoju i obrastać w dodatkowe kalorie.
Hehe, pyszny serniczku, nadchodzę!
Kuba.

Po egzaminie próbnym.

Dzisiaj miałem egzamin próbny szóstoklasisty! Poszło całkiem nieźle. Chyba. Bo trzeba wiedzieć, że szkoła to takie miejsce, że ze spokojnego człowieka zrobi się zestresowany głąb z oczami wytrzeszczonymi jakby mu zabrali 5 złotych. Zwłaszcza gdy się tych spokojnych ludzi straszy egzaminami, które są dziecinnie proste! Aż byłem zdziwiony, czy się oby nie pomylili z tymi testami. Niestety takie czasy, że muszą straszyć, a nauczyciele robią za straszaków, czasami są naprawdę straszni. Ja oczywiście rozumiem, że taki nauczyciel, to ma wszystkiego dosyć jak przejdzie dziennie przez te kilka klas małpoludów. Trochę już im nerwy puszczają. Szaleństwo się jednak rozszerza nawet na tych co są spokojni od urodzenia i z małpoludami mają mało wspólnego. Człowiek idzie do szkoły normalny, a wraca jak z obozu przetrwania. Potem musi dojść do siebie po tym wariatkowie, ale nie ma czasu na odpoczynek, bo lekcje się same nie odrobią, trzeba też poczytać lekturę, przyswoić kilka tematów, powtórzyć to i tamto, zrobić notatki i czas się kurczy. Nadejdzie sobota a człowiek ma kwadratową łepetynę i masę zadań do odrobienia. Bo chyba wspominałem już kiedyś, że w złym guście by było, gdyby na weekend uczniowie mieli wolne? A w niedzielę pod wieczór, jak już się trochę zaczyna przypominać człowieka, to dociera myśl, że jutro poniedziałek i już od nowa, oczy jak ping pongi i łepetyna ciężka jak worek kartofli. Czasami mam dosyć szkoły, ale nie przez naukę, bo to nie jest jakiś problem, tylko przez te warczenia nauczycieli. Nie wiadomo czy zejść z drogi czy zwrócić uwagę, że się jest niewinnym.
No cóż takie życie nasze uczniowskie, lepiej przełknąć w milczeniu, niż dostać po łapach.
Kto chodzi do szkoły w dzisiejszych czasach, ten wie o czym ta dzisiejsza gadka-szmatka.
A tymczasem jutro mam sprawdzian działowy z Przyrody.



Wszystkim życzę miłych chwil, samych uśmiechów, mało stresu, dużo spokoju, a uczniom wytrwania do następnego semestru. Nie długo przerwa świąteczna, będzie można wyprać spocony mózg i odwiesić na kołku.
Kuba.

No i zaczęło się!

Zleciało jak z przepaści. Czas spania się skończył, nastaje czas wstawania o nienormalnej dla ludzkiego organizmu godzinie. Tylko błagam niech nikt nie pisze, że to świetnie, że zaczęła się szkoła. Kto wytrwa te 10 miesięcy, ten się zmieni nie do poznania. Jak po obozie przetrwania, tylko bez szansy na przetrwanie.



No to witaj szósta klaso. Witajcie egzaminy. Witaj stresie.
Wszystkim uczniom, żelaznych nerwów, a nauczycielom trochę więcej cierpliwości.
Kuba.

Co u mnie?

Zmieniłem czcionkę, denerwowało mnie zastąpienie polskich znaków zwykłymi literami, a wcześniej tak nie było w mojej czcionce. Dyrektorzy Bloggera znowu coś "ulepszyli"?

Co u mnie? Mam doła, bo czeka mnie operacja we wrześniu po osiemnastym i nie mam powodu do radości. Ale coś tam skrobię po godzinach, tylko jakoś nie mam humoru, żeby wszystko pokazywać. Wszystko zresztą jest do bani, a nawet do super bani.
Na dodatek wyrosły mi wąsy i jeden włos na brodzie.



Miałem to świństwo ogolić, ale moja mama powiedziała, że lepiej nie golić się za wcześnie bo odrosną mi super gęste krzaczory i lepiej z tym poczekać jak najdłużej.
Jak widać facet jednak pochodzi od małpy, ale kobiety nie. To nie jest sprawiedliwe, że kobiety nie mają wąsów ani brody. Co nie?
To tyle u mnie. A co ciekawego na świecie?
Samych uśmiechów, Kuba.

Choruję.

Krótko, albo długo mówiąc choruję wzdłuż i w szerz. Teraz mam wirusowe zapalenie spojówek i gradówkę, więc wyglądam bardzo przystojnie.



Właściwie to ja jestem przyzwyczajony, bo choruję na okrągło, bo mam niską odporność i zawsze się do mnie jakaś małpa przyczepi.
Na dzisiaj kończę, bo nie wolno mi nawet patrzeć na laptopa. Ale gdyby ktoś o mnie pytał to jeszcze mam puls.
Dużo miłych chwil wakacyjnych, Kuba.

Jak się budzi ludzi?

Co się robi w wakacje? Śpi się do południa. Bo kto późno wstaje w wakacje, ten je śniadanie na kolacje! A jak można przez to schudnąć, normalnie dieta cud, chociaż się po obudzeniu czuje głód i można zjeść słonia z kopytami.
Moja mama po 12godzinie to już mnie zaczynała budzić wodą, a potem jak to nie podziałało, bo się zawinąłem w kołdrę jak krewetka w ciasto, to powiedziała, że mi zrobi zdjęcie i wstawi na blog. Niech wszyscy zobaczą jaki ze mnie niedźwiedź poranny. To się podniosłem, bo się trochę bałem, że stracę przez to twarz, bo taki jestem nieogolony i rozczochrany i w dodatku w piżamie. Normalnie kompromitacja.



Zdjęcie po zobaczeniu, uznałem, że takie straszne nie jest i sam je wstawiłem, żeby pokazać jak wypoczywa się w krainie wolności i swawoli. Mam nadzieję, że mi przez to nie wyrosną ośle uszy?
Potem w łazience sobie śpiewałem, ale po 15minutach moja mama powiedziała, żebym przestał, bo sąsiedzi pomyślą, że trzymamy w domu rannego łosia.
Pozdrawiam wszystkich, którzy też wypoczywają, a tych którzy nie mogą wypoczywać, to pozdrawiam podwójnie, bo mi ich szkoda, że muszą się męczyć i wstawać rano.
Dużo uśmiechów na resztę dnia, Kuba.

Wakacje!

No doczekałem, a już myślałem, że nie doczekam, że się zestarzeję i osiwieję. Ale są! Jak ja na nie czekałem! Jak ja tęskniłem.
Teraz wyłączam mózg i wreszcie żyję dla siebie.
Mam oczywiście kilka planów na wakacje do zrobienia, ale nie naciskam na siebie, bo jak będę miał siłę jeszcze po tym wypoczywaniu, to coś zrobię z mojej listy, ale jak nie będę w stanie nic zrobić, to nic się nie zawali.
Przed wakacjami zrobiłem serweteczki i nie pokazałem, bo w sumie to już ten wzorek wszyscy znają.



Ale dla pamięci co się tworzyło wrzucam te zdjęcia. Za rok poczytam i powiem sobie: Ale nudy, ciągle to samo pokazywałem.



Wszystkim życzę wiele miłych dni i samych uśmiechów od ucha do brzucha.
Kuba.

P. S.
A na pytania w stylu czy zdałem do szóstej klasy, odpowiadam: Tak, zdałem, ale co się będę chwalił książkami, które mi wręczyli. W sumie nic specjalnego, bo nasza szkoła ma małe fundusze na docenianie uczniów. No w sumie nie ich wina, ale mogliby sobie zapisywać co dają którym uczniom, bo teraz mam dwie takie same książki. Jedna z tego roku, a druga z poprzedniego.

Nauczyciel zawsze ma rację!

Rysunki mojego autorstwa są dość kiepskie, bo nie odziedziczyłem talentu mojej mamy. Trudno się mówi i nie wszyscy muszą być L. Da Vinci. Temat na plastyce mieliśmy żeby odmienić postać Mony Lisy.



Na lekcji udało mi się tylko narysować portret. Trochę kiepsko, ale tak to jest jak inni przeszkadzają i modelka jakaś nie w moim typie. Bo nie lubię jak ktoś się tak tajemniczo uśmiecha, jakby coś knuł.



Miała być odmiana, to odmieniłem, mam nadzieję, że mnie Leonardo nie będzie za to straszył po nocach.



Jak widać nie starałem się. Nie lubię już robić żadnych projektów do szkoły, bo nie znoszę tych pytań w stylu. A sam robiłeś? No sam, przecież ja to rysowałem w szkole, mam świadków, a może ktoś się tutaj zakradł i szybko mi to narysował i potem zwiał?
Robią z nas w szkole nieporadne dzieci, którym stryjek żony brata i szwagier męża siostry muszą we wszystkim pomagać i wyręczać te biedne dzieci, bo same na bank nic nie potrafią zrobić, ale to proste, przecież jesteśmy matołami!
No i wyrastają te biedne dzieci potem na takich co nawet nie chce im się nic zrobić, bo nauczyciele im wmówili, że sami nie potrafią narysować słonia, czy użyć kleju i nożyczek. A ja się pytam. Po co się chodzi do szkoły? Jeśli nauczyciel twierdzi, że my nie umiemy, to czemu nam niczego nie pokazują sami? Przecież po to się chodzi do szkoły co nie? Od pierwszej klasy nie pamiętam, żeby ktoś nam udzielał rad jak zrobić to czy tamto. My zwyczajnie mamy to zrobić i kropka! I wielu nauczycielom się wydaje, że lepiej nas uczniów kopnąć na parter to jak ktoś będzie ambitny to się będzie wspinał po tych schodach kariery, żeby go znowu ktoś skopał w dół. No ile można? Nikt nie myśli o nas, że mamy różne zainteresowania, nas się tylko wrzuca do jednego worka z napisem barany i kilka małp!

W naszej klasie w tym roku nie zda 6 osób, może dlatego że im się nie chce, a może dlatego że nie mają wsparcia u nauczycieli, bo jeśli koleś, który nie jest całkowitym dnem bez mózgu, zarabia 4 jedynki na jednej lekcji np. za brak książki, za brak zadania, za rzucenie liściku do kumpla i za to, że jego zeszyt wygląda jak szmata. Czy to się już nazywa wredoctwo, czy może ja przesadzam?
Facet jest teraz bez szans na poprawienie tych ocen, zwłaszcza, że nie ma poprawek z tego przedmiotu. Ze wszystkich innych są, ale u tej nauczycielki nie ma. Kropka!

A może ja jestem na to wszystko za głupi, bo nie widzę w tym sensu? Mi się wydaje że coś jest tutaj nie teges, ale muszę siedzieć cicho, bo tego się od nas wymaga. Jak ktoś ma swój głos, bo myśli samodzielnie w dodatku na głos, to jest bardzo, bardzo be. I wtedy kopa mu na parter.
- A wspinaj się robaczku, wspinaj i tak ci wyrwę czułki jak będziesz podskakiwał.
Jedyna wolność słowa to taka którą sobie tu napiszę dla ulgi.

Wiem, że najechałem na nauczycieli i nie wszyscy tacy są, ale większość nauczycieli, których ja znam, zwyczajnie nie lubi swojej pracy, nie lubi dzieciaków, nie lubi uczyć. Nie wiem tylko po co się męczą? Lepiej zmienić zawód.
Mam też kilku ulubionych nauczycieli, z którymi lekcje to sama przyjemność i chociaż potrafią być groźni to są sprawiedliwi i potrafią się z człowiekiem porozumiewać. Czy nie o to chodzi? Bo nam uczniom chodzi o to, żeby nas traktować jak ludzi, nie wchodzić do klasy z krzykiem na ustach - Siad! Wyjdź! Wstać! To nie lekcja, to tresura i to w dodatku bez nagród, przewidziane są tylko kary. Klasa się sprzeciwia? To klasa dostaje od góry do dołu jedyneczki. Czy ktoś zasłużył, czy nie zasłużył.
Idziemy w życie z poczuciem niesprawiedliwości i złością. Co z nas wyrośnie? Ach ta dzisiejsza młodzież!
Pewnie inni powiedzą, ale wy uczniowie jesteście wredni, nie dajecie spokoju nauczycielom i oni się muszą z wami męczyć. Na to ja odpowiem. Czy ktoś obiecywał że będzie łatwo i przyjemnie? Jest powiedzenie: "Najgorszą karą, cudze dzieci uczyć", a jednak wybrali ten zawód. Dlaczego? Bo lubią wyzwania? Bo lubią męczarnię? Bo lubią mało zarabiać i mieć siwe włosy z nerwów? Oto jest pytanie.

Dobrze że mam zrozumienie u mojej mamy, zawsze mi to wszystko jakoś wytłumaczy, te fochy i maniery dorosłych i sporo rozmawiamy, ale nie wszyscy mają tyle szczęścia co ja.
Dobrego dnia, Kuba.

Uuurooodziiiny!

Urodziny mam jutro, ale robimy dzisiaj, bo jutro szkoła i tak dalej.



Zapraszam na pyszne ciasto, które sam zrobiłem, bo to nic takiego trudnego.



Nie ozdabiałem go zbytnio urodzinowo, bo i tak w brzuchu się szybko pomiesza.



No i mam już wreszcie 12 lat! Dla świata blogów jestem więc osobą pełnoletnią, która może mieć blog, a nawet może zakładać sobie ile chce blogów, bo jak się ma te 12 lat, to się jest już odpowiedzialnym blogowiczem. Nie to, żebym zaraz zakładał trzydzieści blogów na dokładkę, ten jeden mi wystarczy. Przetrzymałem na nim ciężkie chwile, nerwowe chwile, radosne chwile i tak dalej. Teraz już mi nikt nie powie, że jestem za młody na prowadzenie bloga, czy że nie wolno mi bloga mieć i mam iść won. Miło jest wiedzieć, że blog mi się prawnie już należy, bo jestem już 12latkiem. Ament.

Wszystkich bardzo pozdrawiam i życzę udanego dnia, takiego jak mój!
Kuba.



P. S.
Ciasto jest wielce kokosowe, ale ja uwielbiam więc dlatego takie jest.

Wspominki.

Dzień dobry. Straszliwie dziękuję za wszystkie miłe słowa kiedy mnie nie było. Jak ja się ucieszyłem, że miałem tyle komentarzy, bo wiadomo że nikt nie lubi mówić do automatu. A tu taka niespodzianka i nawet automat został pochwalony za dobrą robotę. W dodatku zrobiłem tą próbę i się dobrze spisał więc to taka też reklama dla blogspot.com i wielki ukłon i uścisk ręki dla Pani Dyrektorki od blogspot.com Thank you very very much.

A na sierpniowych wakacjach było pięknie, rewelacyjnie i lepiej nawet niż za pierwszym razem.



Pojechałem znowu na Warmię, bo żyje się raz i szkoda czekać do następnych wakacji. Zaproszony zostałem, bo dobrych gości to miło gościć podobno. Chociaż ja słyszałem że dobry gość to taki, co przyjedzie raz na rok. Widocznie te powiedzonko to tylko banialuki.



U Cioci Teresi zawsze jest wesoło i uroczo więc nigdy nie odmówię i jadę przez te pół Polski, bo żyje się przecież raz. Tabletki Loco Moto dają radę bo są ziołowe i zasysam 25 sztuk przez cały pobyt w pociągach. To są tabletki z imbiru i na mnie działają więc polecam, ale lepiej je kupić w aptece a nie w Herbapolu, bo ceny się trochę bardziej różnią. Trochę jest mi smutno, że już po wakacjach i musiałem wrócić. Zostawiłem wszystko co radosne a przywitałem wszystko co szare i granatowe. I zamiast się trochę ucieszyć że to już znowu do przodu to zdecydowanie żałuję, że czas się skończył.



Odwiedziłem sporo nowych miejsc, byłem w Lidzbarku na zamku, w skansenie w Olsztynku, w Muzeum etnograficznym w Pieniężnie, w Głotowie i na grillu u Pani Danusi na działce w Dobrym Mieście. Nad jeziorem byłem na rybach z Panem Leszkiem i złowiliśmy taaakie ryby.



No za wielkie to one nie były, było ich trzy. Jedną wypuściliśmy, bo to było jeszcze małe rybne dziecko, drugą też, a trzecia nam sama nawiała i w sumie wróciliśmy z pustymi rękami do brzegu, ups.



Ale nie martwiliśmy się tym wcale, bo i tak i tak było rewelacyjnie.





Jeszcze kilka zdjęć z wycieczki na zamek w Lidzbarku.



Te oczywiście z najciekawszymi eksponatami, bo zdjęć mam całą furę, ale wiadomo, że nie będę wszystkich pokazywał.



Jednak najbardziej mi się podobało w zbrojowni.



Świetna wycieczka w super towarzystwie, bo byłem z Ciocią Teresią i Panem Krzysiem, który jest synem Pani Danusi i Pana Leszka.





A teraz kilka zdjęć ze skansenu w Olsztynku. To dopiero były retro klimaty.



Byłem z Ciocią Teresią i z Panią Danusią i z Panem Krzysiem. Bardzo polecam jeśli ktoś chce się skusić i pojechać. Rewelacyjnie tam jest. A jakie świeże powietrze.



Pobawiłem się trochę w kuchni w starodawnego kucharza.





Na serio to ludzie kiedyś mieli ciężkie życie. Żeby ugotować obiad musieli rozpalić w piecu i nosić wodę ze studni, albo z rzeki, ale ja bym nawet mógł tam mieszkać, tylko że nie było łazienki, a to już trochę kłopot.



A tak wygląda starodawna wypasiona bryka. I bardzo ekologiczna. Silnik poszedł jeść trawę.



Były to bardzo, bardzo rewelacyjnie spędzone wakacje. Bardzo dziękuję Cioci Teresi za gościnność i pyszne jedzenie i wspaniałemu Wujkowi Stasiowi za nasze rozmowy i Panu Mariuszowi za wspólnie spędzany czas i opowiadania oraz Pani Danusi Stryjnej za miłe chwile, Panu Leszkowi i Panu Krzysiowi za świetne wycieczki niezapomniane.



A tu stuknął nam już wrzesień, a właściwie koniec, a ja już zaliczyłem pierwsze przeziębienie, wszystko przez wf na dworze. Teraz znowu jestem chory, bo chyba to przeziębienie się przeziębiło, ale dochodzę do siebie. Jakoś to będzie. Wszystkim życzę dużo zdrowia i oby do lata, bo ten wiatr i deszcz daje trochę w kość, Kuba.