Jak się budzi ludzi?

Co się robi w wakacje? Śpi się do południa. Bo kto późno wstaje w wakacje, ten je śniadanie na kolacje! A jak można przez to schudnąć, normalnie dieta cud, chociaż się po obudzeniu czuje głód i można zjeść słonia z kopytami.
Moja mama po 12godzinie to już mnie zaczynała budzić wodą, a potem jak to nie podziałało, bo się zawinąłem w kołdrę jak krewetka w ciasto, to powiedziała, że mi zrobi zdjęcie i wstawi na blog. Niech wszyscy zobaczą jaki ze mnie niedźwiedź poranny. To się podniosłem, bo się trochę bałem, że stracę przez to twarz, bo taki jestem nieogolony i rozczochrany i w dodatku w piżamie. Normalnie kompromitacja.



Zdjęcie po zobaczeniu, uznałem, że takie straszne nie jest i sam je wstawiłem, żeby pokazać jak wypoczywa się w krainie wolności i swawoli. Mam nadzieję, że mi przez to nie wyrosną ośle uszy?
Potem w łazience sobie śpiewałem, ale po 15minutach moja mama powiedziała, żebym przestał, bo sąsiedzi pomyślą, że trzymamy w domu rannego łosia.
Pozdrawiam wszystkich, którzy też wypoczywają, a tych którzy nie mogą wypoczywać, to pozdrawiam podwójnie, bo mi ich szkoda, że muszą się męczyć i wstawać rano.
Dużo uśmiechów na resztę dnia, Kuba.

Wakacje!

No doczekałem, a już myślałem, że nie doczekam, że się zestarzeję i osiwieję. Ale są! Jak ja na nie czekałem! Jak ja tęskniłem.
Teraz wyłączam mózg i wreszcie żyję dla siebie.
Mam oczywiście kilka planów na wakacje do zrobienia, ale nie naciskam na siebie, bo jak będę miał siłę jeszcze po tym wypoczywaniu, to coś zrobię z mojej listy, ale jak nie będę w stanie nic zrobić, to nic się nie zawali.
Przed wakacjami zrobiłem serweteczki i nie pokazałem, bo w sumie to już ten wzorek wszyscy znają.



Ale dla pamięci co się tworzyło wrzucam te zdjęcia. Za rok poczytam i powiem sobie: Ale nudy, ciągle to samo pokazywałem.



Wszystkim życzę wiele miłych dni i samych uśmiechów od ucha do brzucha.
Kuba.

P. S.
A na pytania w stylu czy zdałem do szóstej klasy, odpowiadam: Tak, zdałem, ale co się będę chwalił książkami, które mi wręczyli. W sumie nic specjalnego, bo nasza szkoła ma małe fundusze na docenianie uczniów. No w sumie nie ich wina, ale mogliby sobie zapisywać co dają którym uczniom, bo teraz mam dwie takie same książki. Jedna z tego roku, a druga z poprzedniego.

Kartka z laleczką.

Dzień dobry.
Dzisiaj przedstawiam moją pierwszą kartkę z Kokeshi. Mam nadzieję że ta laleczka faktycznie przyniesie wiele szczęścia.



Jest na tej kartce też serwetka szydełkowa jako tło, dla większego efektu i żeby nie było zbyt skromnie.



Kwiaty wycięte z papieru, i popsikane taką brokatową mgiełką, nie wiem jak to się nazywa fachowo. Na zdjęciach tego nie widać, ale w rękach to się ładnie mieni i połyskuje. Przed ozdobieniem końcowym, kartka wyglądała tak.



Moja mama powiedziała, że też ładnie. Ale ja myślę, że po dodaniu kilku drobiazgów, zmieniła się na lepsze. I teraz nadaje się już do wysłania.
Na dzisiaj kończę, bo mam coś szkolnego do zrobienia i chociaż już są pewnie wypisywane świadectwa, to i tak zadają nam jeszcze do domu. Idę, bo lepiej mieć to szybko z głowy i już.
Wszystkim życzę wiele szczęścia i wiele uśmiechów, Kuba.

Kokeshi.

Dzień dobry.
Dzisiaj chciałem przedstawić laleczki przynoszące szczęście Kokeshi. Mam ich kilka, bo poprosiłem moją mamę i wreszcie znalazła chwilę na to, żeby narysować. Tradycja tych laleczek pochodzi z Japonii. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej to w tym linku jest dobre źródło - Kokeshi – historia i tradycja



Kokeshi stały się bardzo znane też i u nas. Są cenne dla kolekcjonerów, wykonuje się je w różnych technikach. Są drewniane, porcelanowe, uszyte i jest w czym wybierać. A ja zrobię karteczki z tymi Kokeshi. To miła tradycja, żeby kogoś obdarować taką laleczką, która ma przynosić szczęście obdarowanej osobie.



Te Kokeshi są rysowane czarnym cienkopisem i składają się z kilku warstw nałożonych na siebie. Najlepsza zabawa była, jak je składałem i sklejałem. Najlepiej wyglądały z łysymi główkami. Hihi.
Postanowiłem ich jeszcze nie kolorować, bo to będzie zależało od tonacji kartek. Moja mama mówi, że jej się nie udały te lalki, ale ja myślę, że są fajowskie. No i takie istnieją tylko te tutaj i dlatego są niepowtarzalne. I może będą kiedyś za 100lat cenne dla jakiegoś kolekcjonera z Meksyku?
Moja mama to zawsze mówi, że jak coś sama zrobi to jest brzydkie, albo jej się nie podoba. A ja uważam, że moja mama robi świetne karteczki. Na przykład jakiś czas temu zrobiła taką gratulacyjną z powodu narodzin dziewczynki.









Ta karteczka była bardzo ładna mi się podobała bardzo, miała dopracowane drobiazgi, o których ja bym nawet nie pomyślał, ale moja mama oczywiście kręciła nosem, że się nie udało tak jak chciała i że balonik za bardzo malinowy.



I dlatego moja mama robi takie rzeczy raz na 100lat. Jak dla mnie to strasznie rzadko. Jeśli o mnie chodzi to jak ja bym miał taki talent to bym skakał pod sufit. No ale moja mama jest zapracowana i nie ma czasu na jakieś hobby, bo mnie musi wychowywać i kupować mi jedzenie i ciągle nowe buty i książki, a na to są potrzebne ciągle pieniądze niestety. Bo jak ma się takiego syna co ciągle je i psuje buty i jeszcze ma swoje hobby, to można zbankrutować doszczętnie.
No ale schodzi mi się na inne tematy, a miało być o Japonii i o Kokeshi, a wyszło o mojej mamie, że trochę czasami marudzi.
Jak to zwykle u mnie, piszę o niebie i chlebie i przeplatam wieprzowiną.
Wiele uśmiechów i dużo szczęścia dla wszystkich, Kuba.

Przepis na statek.

Dzień dobry.
Dzisiaj mała niespodzianka. Dawno nie iksowałem. Ale stateczek chciałem zrobić od dawna tylko, że nie miałem odpowiedniego schematu.



Chciałem, żeby był to mały obrazek, żeby mi się nie znudził w trakcie iksowania, żeby też był niezbyt prosty, że tylko kadłub i żagle. Ale też nie za bardzo skomplikowany, żebym się przy nim nie namęczył i nie oślepł. No i taki jest.
Statek jest mały, ale i tak trzeba uważać jak się iksuje, bo łatwo o pomyłkę. I oślepłem tylko trochę, bo wszystkie krzyżyki mi latały przed oczami jak skończyłem. Ja nigdy nie rysuję na kanwie kratek, nawet nie wiem czemu. Może jestem na to za leniwy? Zwyczajnie biorę kanwę igłę i wzór i się przypatruję i potem na oko zaczynam iksować. Najczęściej od dołu do góry i od lewej do prawej. Tak mi najlepiej się iksuje.



Mam nadzieję, że się przyda ten schemat. Mój statek będzie wisiał w łazience. Ale dopiero po remoncie, bo w lipcu mamy dosyć spory remont łazienki. A potem będzie można ją ozdabiać. Moja mama powiedziała, że mogę iksować już obrazki, które tam zawisną, tylko żeby to nie były pająki i czaszki. Wszystko inne co tylko chcę. Szkoda, że pająki nie mogą być. Ale kobiety to mają jakiś wstręt do pająków zwyczajnie.
Myślę że statek pasuje do każdej łazienki. Mój jest iksowany podwójną muliną Ariadna 0989, czyli taka ładna szarość. Ale czy statek to nie jest zbytnio przereklamowany? Bo jeśli coś się kojarzy z wodą to zaraz do łazienki.
Czy ktoś mi poradzi co jeszcze można powiesić w łazience, żeby pasowało? Bo chwilowo mam przeciąg w głowie.
Mam jeszcze do zapełnienia trzy ramki. Dobrze by było wszystkie obrazki zrobić tą samą muliną, żeby nie zrobił się jarmark i najlepiej coś prostego, bo ramki są przeozdobne.
Dziękuję za wszystkie podpowiedzi.
Dla wszystkich dużo słońca i mało wiatru, Kuba

Nauczyciel zawsze ma rację!

Rysunki mojego autorstwa są dość kiepskie, bo nie odziedziczyłem talentu mojej mamy. Trudno się mówi i nie wszyscy muszą być L. Da Vinci. Temat na plastyce mieliśmy żeby odmienić postać Mony Lisy.



Na lekcji udało mi się tylko narysować portret. Trochę kiepsko, ale tak to jest jak inni przeszkadzają i modelka jakaś nie w moim typie. Bo nie lubię jak ktoś się tak tajemniczo uśmiecha, jakby coś knuł.



Miała być odmiana, to odmieniłem, mam nadzieję, że mnie Leonardo nie będzie za to straszył po nocach.



Jak widać nie starałem się. Nie lubię już robić żadnych projektów do szkoły, bo nie znoszę tych pytań w stylu. A sam robiłeś? No sam, przecież ja to rysowałem w szkole, mam świadków, a może ktoś się tutaj zakradł i szybko mi to narysował i potem zwiał?
Robią z nas w szkole nieporadne dzieci, którym stryjek żony brata i szwagier męża siostry muszą we wszystkim pomagać i wyręczać te biedne dzieci, bo same na bank nic nie potrafią zrobić, ale to proste, przecież jesteśmy matołami!
No i wyrastają te biedne dzieci potem na takich co nawet nie chce im się nic zrobić, bo nauczyciele im wmówili, że sami nie potrafią narysować słonia, czy użyć kleju i nożyczek. A ja się pytam. Po co się chodzi do szkoły? Jeśli nauczyciel twierdzi, że my nie umiemy, to czemu nam niczego nie pokazują sami? Przecież po to się chodzi do szkoły co nie? Od pierwszej klasy nie pamiętam, żeby ktoś nam udzielał rad jak zrobić to czy tamto. My zwyczajnie mamy to zrobić i kropka! I wielu nauczycielom się wydaje, że lepiej nas uczniów kopnąć na parter to jak ktoś będzie ambitny to się będzie wspinał po tych schodach kariery, żeby go znowu ktoś skopał w dół. No ile można? Nikt nie myśli o nas, że mamy różne zainteresowania, nas się tylko wrzuca do jednego worka z napisem barany i kilka małp!

W naszej klasie w tym roku nie zda 6 osób, może dlatego że im się nie chce, a może dlatego że nie mają wsparcia u nauczycieli, bo jeśli koleś, który nie jest całkowitym dnem bez mózgu, zarabia 4 jedynki na jednej lekcji np. za brak książki, za brak zadania, za rzucenie liściku do kumpla i za to, że jego zeszyt wygląda jak szmata. Czy to się już nazywa wredoctwo, czy może ja przesadzam?
Facet jest teraz bez szans na poprawienie tych ocen, zwłaszcza, że nie ma poprawek z tego przedmiotu. Ze wszystkich innych są, ale u tej nauczycielki nie ma. Kropka!

A może ja jestem na to wszystko za głupi, bo nie widzę w tym sensu? Mi się wydaje że coś jest tutaj nie teges, ale muszę siedzieć cicho, bo tego się od nas wymaga. Jak ktoś ma swój głos, bo myśli samodzielnie w dodatku na głos, to jest bardzo, bardzo be. I wtedy kopa mu na parter.
- A wspinaj się robaczku, wspinaj i tak ci wyrwę czułki jak będziesz podskakiwał.
Jedyna wolność słowa to taka którą sobie tu napiszę dla ulgi.

Wiem, że najechałem na nauczycieli i nie wszyscy tacy są, ale większość nauczycieli, których ja znam, zwyczajnie nie lubi swojej pracy, nie lubi dzieciaków, nie lubi uczyć. Nie wiem tylko po co się męczą? Lepiej zmienić zawód.
Mam też kilku ulubionych nauczycieli, z którymi lekcje to sama przyjemność i chociaż potrafią być groźni to są sprawiedliwi i potrafią się z człowiekiem porozumiewać. Czy nie o to chodzi? Bo nam uczniom chodzi o to, żeby nas traktować jak ludzi, nie wchodzić do klasy z krzykiem na ustach - Siad! Wyjdź! Wstać! To nie lekcja, to tresura i to w dodatku bez nagród, przewidziane są tylko kary. Klasa się sprzeciwia? To klasa dostaje od góry do dołu jedyneczki. Czy ktoś zasłużył, czy nie zasłużył.
Idziemy w życie z poczuciem niesprawiedliwości i złością. Co z nas wyrośnie? Ach ta dzisiejsza młodzież!
Pewnie inni powiedzą, ale wy uczniowie jesteście wredni, nie dajecie spokoju nauczycielom i oni się muszą z wami męczyć. Na to ja odpowiem. Czy ktoś obiecywał że będzie łatwo i przyjemnie? Jest powiedzenie: "Najgorszą karą, cudze dzieci uczyć", a jednak wybrali ten zawód. Dlaczego? Bo lubią wyzwania? Bo lubią męczarnię? Bo lubią mało zarabiać i mieć siwe włosy z nerwów? Oto jest pytanie.

Dobrze że mam zrozumienie u mojej mamy, zawsze mi to wszystko jakoś wytłumaczy, te fochy i maniery dorosłych i sporo rozmawiamy, ale nie wszyscy mają tyle szczęścia co ja.
Dobrego dnia, Kuba.

Mama.

W tym roku na Dzień Mamy zrobiłem scrap. Niestety moja mama nie dawała się namówić, żebym na blogu pokazywał tą pracę i dlatego to tyle trwało, że pokazuję dopiero teraz. Po naradach postanowiliśmy pokazać tylko 3 zdjęcia mojej pracy, chociaż moja mama mówiła, że i tak o jedno za wiele. No trudno w całości też trzeba pokazać scrap jak to wyszło. Ja myślę że wyszło spoko, chociaż się tak chwalić samego siebie nie wypada.



Moja mama oczywiście się ucieszyła, ale powiedziała, że bardziej by się ucieszyła, gdyby to było moje zdjęcie, bo mogłaby sobie postawić na widoku, a tak sobie stawiać na widoku siebie to trochę jakoś nie ten.



Będę o tym pamiętał za rok. No chociaż sam będę robił siebie i potem oglądał się w tym widokowym miejscu, to też jakoś nie tego. Ale pożyjemy i zobaczymy. A chwilowo scrap trafił do pudełka i muszę obmyślić co tu zrobić, żeby jednak nie siedział w tym pudełku na zawsze, bo ja lubię to zdjęcie mojej mamy.



Użyłem papieru z firmy The ScrapCake z kolekcji One Moment in Time. Świetny jednym słowem.
Wszystkim życzę wiele uśmiechów i pogody, Kuba.