
Jeśli są tu osoby, którym się przyda kolejna taka rzecz w domu to świetnie. Zaczynamy!
Potrzebne nam będą drobiazgi do ozdoby, czyli kwiatki, może jakieś gałązki, trochę farby, klej i młotek...
A nie, młotek nie.
Pewnie wiele osób ma w domu taką koronę, zwłaszcza jak są w domu córeczki.

Ja niestety mam, bo potrzebowałem takiej korony w trzeciej klasie do przedstawienia w szkole, z którego nie jestem zbyt dumny. Ale zapomnijmy o tym.
Koronę na początek obdzieramy z futerka i malujemy. Ja użyłem białej farby olejnej.

Po wyschnięciu korona jest gotowa do ozdabiania. Jak widać różowe diamenciki też zamalowałem, bo nie dało się ich wydłubać. Chińczycy widocznie użyli dobrego kleju, żeby je przykleić.

Jak widać użyłem minimalnej ilości ozdób. Kilka różyczek, bo nie chciałem przedobrzyć. Pomyślałem też, że jak nie zrobię wielce kolorowego i pstrokatego dzieła, to będzie szansa, że moja mama to gdzieś jednak postawi i nie będzie mi kazała się tego dzieła pozbyć.

Bo muszę powiedzieć, że korona przed metamorfozą była naszykowana przez moją mamę już do wyrzucenia z innymi gratami i starymi zabawkami. Teraz korona ma miejsce w łazience. No może nie jest to jakieś zaszczytne miejsce, ale lepiej w łazience na szafce, niż na śmietniku.

Ja też nie jestem przekonany, że to jakieś świetne dzieło, ale trochę się pobawiłem, a przecież o to chodzi.
Pozdrawiam wszystkich i miłej zabawy, bo może znajdzie się ktoś, kto wykorzysta taki pomysł.
Kuba.



