Opakowanie.

Dzień dobry. Powracam ze świata w pół do zdechniętych. Było źle ze mną ale już odzyskuję siłę, chociaż ruszam się jak leniwiec. Mam nie za wiele do pokazania bo jak się leży jak placek to ciężko coś robić w dodatku z zamkniętymi oczami, bo cały czas spałem jak niedźwiedź. Ale dosyć już o mnie, zanim wszyscy mnie skreślą pokażę opakowanie po Aspimagu, to takie lekarstwo. Niestety nie zrobiłem zdjęcia jak opakowanie wyglądało przed ozdobieniem. Ale czy to ważne? Teraz wygląda tak.



Można w nim teraz trzymać guziki, albo koraliki.



Użyłem papieru z firmy The SrapCake z kolekcji "Spring awakening" czyli "Wiosenne przebudzenie" użyłem tego papieru całkiem niechcący, chociaż jak teraz piszę o tym myślę, że pasuje do tego czasu, bo ja się budzę do życia i wiosna nadchodzi, więc wszystko gra i buczy. Pozdrawiam wszystkich którym się chce do mnie jeszcze wchodzić, a tym którym się nie chce, też ich pozdrawiam i życzę przebudzenia wiosennego.
Kuba.

Serweteczka.

Dzisiaj żeby się odstresować po trudnym tygodniu i ciężkim zrobiłem malutką serweteczkę. Wzór na nią dostałem od Pani Uli (Trilli) przyjemnezpozytecznym.blogspot.com Pani Ula jest bardzo wesoła i miła.



Ja trochę ten wzór minimalnie zmieniłem, bo niektórych figur nie potrafię zrobić, więc je zastąpiłem takimi, które umiem. Cała serwetka jest zrobiona tylko łańcuszkiem i patyczkami z jedną nawijką, które mają swoja nazwę, ale nigdy nie wiem, które są które. Ja umiem tylko takie proste, tych skomplikowanych nie umiem na przykład żeby trzy patyczki z nawijką złączyć w jedno, żeby powstał taki płatek. Albo patyczki z kilkoma nawijkami.



Dlatego robię po swojemu i też wychodzi. Serwetka jest malutka, ale moja mama właśnie takie lubi, maciupieńkie i tak się ucieszyła, że zrobiłem, że ją świsła bez opamiętania i się cieszyła jak łysy z grzebienia.

Bardzo miłych chwil, Kuba.

Plakat.

Dzień dobry. Szkoła mnie odciąga od robótkowania. Nie miałem czasu zrobić czegoś co lubię. Za to robiłem kwiaty na gazetkę, ale niestety nie mam zdjęć. Ostatnio na Przyrodę zrobiłem plakat o Białowieskim Parku Narodowym.



Każdy miał do wyboru, ale ja wybrałem ten, bo lubię żubry.



Wszystko ręcznie robiłem, logo parku, mapka z lokalizacją, wszystkie informacje pisałem własną ręką, wyklejałem literki, podklejałem podwójnie tekst, kolorowymi kartkami i szyldziki z naklejanymi napisami.



Muszę przyznać, że się narobiłem jak dziki osioł, ale Pani się nie podobało, powiedziała, że jest za mało krzykliwe. Gdybym zrobił wszystko czerwone, albo pomarańczowe to może.



Jak na mój gust, poszedłem w prostą i logiczną elegancję a nie w kicz. Myślałem, że jak piszę o przyrodzie to takie kolory pasują. Inni którzy mieli wydrukowane informacje o parkach i na pomarańczowym papierze dostali szóstki. A nie za bardzo widać było jakiś duży wkład pracy w te dzieła.



Mam nauczkę, trzeba tworzyć kiczowate, usmarowane klejem, pogniecione coś, bo to się bardziej podoba, niż estetyka.



Na nic było moje tłumaczenie, bo jak coś się nie podoba to się nie podoba i już. Z niektórymi nauczycielami się nie wygra, tak samo jak ze służbą zdrowia i z policją. To są instytucje z którymi nie warto się wdawać w dyskusję, bo człowieka raz dwa usadzą na parter i pozamiatane.
Moim zdaniem to niesprawiedliwe, bo jeden się narobi, aż mu głowa pęknie, a drugiemu rodzic wydrukuje wszystko i cześć. Założę się, że część uczniów, nawet nie czytała tego co mieli wydrukowane.
Moja praca nie trafiła na ścianę, tylko leży na zakurzonej szafie w szkole i czeka na wywalenie do śmieci. A jak zapytałem czy mogę zabrać mój plakat, to Pani powiedziała. A na co ci ten plakat? I szurnęła go na tą szafę i żegnaj Franek.
Wszystkim życzę bardzo miłych chwil i więcej uśmiechów.
Kuba.