Pierwszy jest plakat jesienny.

Wykorzystałem do niego niewinną modelkę z gazety. Biedaczka, gdyby wiedziała...

Jak widać napaciałem listków różnej maści, z powodu braku weny.
Następnie poszły na warsztat nietoperze. W naszej szkole są obchodzone pewne święta. Ale nie będę wspominał tej nazwy, bo znowu mi zamkną bloga.

To tyle w temacie Halloween. ^__^ Dynie z papieru pokazywałem wcześniej.
Kartka dla koleżanki. Napracowałem się przy niej, ale z efektu nie byłem zadowolony. Zwykła klapa, bo przefajnowałem. Koleżance chyba się podobała, bo pokazywała wszystkim.

Idźmy dalej. Oto grzyb.

Mojej Pani się podobał. Miałem przygotować grzyby do ozdoby klasy. Cóż, jakoś wena mnie opuszcza, gdy muszę coś robić pod dyktando.

Teraz uwaga, przekombinowałem na całego. To miał być szyld naszej klasy. Szkoda na to słów.

Mała rada, nie używać fajnego czarnego pisaka z Lidla, rozlewa się grubiańsko w grube linie ponad ich grubość. Koniec rad.
Oczyściłem się, teraz czas na nowe.
Zapraszam wkrótce, Kuba.









