Na Dzień św.Patryka.

U nas w szkole jest obchodzony Dzień św.Patryka. Na lekcji j.angielskiego Pani nas częstuje cukierkami, najczęściej zielonymi czekoladkami z miętą, a jak ktoś ma dodatkowo zielony sweter, albo zielone przebranie to dostaje szóstkę.
Przygotowałem kilka ozdóbek do zawieszenia na gazetkę. Oto portret Leprechauna a do kompletu kilka koniczynek - Shamrock



Postać Leprechauna narysowała mi moja mama patrząc na inspirację ze stempli. Nie jest to idealna kopia, bo moja mama zmieniła kilka detali.



A ja pokolorowałem niezbyt udanie kredkami.



Na koniec zabrokatowiłem, żeby się mieniło pod światło. Koniczynki też, ale nie widać tego na zdjęciu.



W Polsce Dzień św.Patryka jeszcze nie jest taki popularny. Według legendy o św.Patryku, wykorzystał on trójlistną koniczynę aby wyjaśniać pierwszym irlandzkim chrześcijanom dogmat o Trójcy Świętej. Nie mogli oni zrozumieć, jak to jest możliwe, że są Trzy Osoby Boskie, a jednocześnie są one jednym Bogiem.
Oczywiście jeśli ktoś ma chęć się dowiedzieć czegoś więcej zapraszam do klikania w linki, których nasiałem w notce i pod którymi są informacje z Wikipedii.
Samych miłych chwil marcowych, Kuba.

Domek lampion.

Ostatnio na technice przerabiamy projektowanie i budownictwo. Na dwóch ostatnich lekcjach robiliśmy domki z tektury. Każdy robił domek według własnego gustu. A ja zrobiłem domek, który ma dodatkowe zastosowanie i jest lampionem. Czasem lubię głupiostójki, ale wolę takie, które mają jakieś funkcje. Ten domek na przykład świeci w ciemności.



Teraz dla ciekawych, pokazuję w wersji skrótowej jak można taki domek zrobić samemu.
wersja skrótowa, bo ja robiłem w szkole, więc nie mogłem robić dokładnych zdjęć. Na początek trzeba sobie domek zaprojektować i rozrysować, potem dokładnie wyciąć i sprawdzić, czy równo się łączy.
Te etapy zrobiłem w szkole, a po przyniesieniu domku ze szkoły do domu, rozłożyłem go, żeby pokazać jak on wygląda przed sklejeniem.



Proszę bardzo, można odgapiać mój projekt, nie mam nic przeciwko temu. Przecież po to powstał ten blog, żeby się dzielić pomysłami.



Po sklejeniu domku, dorobiłem okienne framugi i na spokojnie pomalowałem go w całości na biało. Farbę miałem tylko olejną w domu, więc pomalowałem tym, czym miałem. Trochę się błyszczy, ale może za jakiś czas przemaluję go na matowo.



Malowaniem też zająłem się w domu, w szkole nie bardzo bym mógł się w to bawić. A w dodatku farba schła cały dzień. Gdy już wyschło zakryłem okna od środka przeźroczystą bibułką, która przepuszcza światło i pomyślałem, że jest jakoś pusto więc dodałem rolety, które są wycięte dziurkaczem brzegowym.



Pozostał mi do ozdobienia dach. trochę było z tym zabawy i zajęło mi to prawie całą lekcję.
Przygotowałem sobie wcześniej w domu wycięte dziurkaczem elementy, żeby dachówki były wszystkie równe. Kilku dachówek mi zabrakło w szkole, więc w domu dorobiłem i pomalowałem.



Na następne zajęcia zaniosłem skończony do szkoły.



Do środka włożyłem jeszcze lampkę na baterie, która daje fajny efekt wieczorem.



Pomyślałem nad dodaniem jeszcze czegoś, na przykład komina i ładniejszych zdobień na budynku. Ale jakoś brakuje mi na zabawę czasu. Jak już będzie dłuższa przerwa od szkoły to się pobawię w dostrajanie.



Tutaj jeszcze zdjęcie otworu z tyłu na wygodne wkładanie lampki.



Takie dokańczanie po czasie to też fajna zabawa, można domek zmieniać. Przemalować, dodać okiennice i tak dalej.
Mam nadzieję, że się przydał ten post jako inspiracja do tworzenia domków. Ja pewnie stworzę jeszcze jakiś domek, bo praca jest przyjemna, chociaż dużo przy tym siedzenia.

Z góry przepraszam za jakość zdjęć. Robiłem je w różnych porach przez kilka dni, często po południu jak wracałem ze szkoły, to już nie było zbyt jasno.
Wiele uśmiechów i cierpliwości dla tej zwariowanej pogody, Kuba.

Trzynastka!

Dzień dobry w tym pięknym dniu.
Proszę Państwa, wczoraj były moje urodziny. Mam już nareszcie 13 lat. Jestem jeszcze młody, ale już nie tak bardzo. Teraz już się szybko zestarzeję, bo podobno po 13-nastce leci jak z kranu. Pyknie mi za niedługo dwudziestka i koniec wygłupów. Hehe, ale jeszcze kilka lat mi zostało to trzeba zaszaleć. Moja mama powiedziała, że się mojej trzynastki nie obawia, bo podobno w tym wieku ludzie strasznie głupieją. Ciekawe czy ja też zgłupieję? Będę się pilnował żeby nie zgłupieć, bo zgłupieć jest łatwo, gorzej wrócić do jako takiej normalności. Zresztą gdzieś słyszałem, że tylko wariaci są coś warci, to już sam nie wiem.
Zgłupieć czy nie zgłupieć? Oto jest pytanie.



Zapraszam wszystkich na słodkie zdjęcia serniczka, który sam zrobiłem. Niestety tylko tyle mogę zaoferować na blogu. Proszę o wybaczenie, że tak kuszę.

Przedstawię przepis obrazkowy, jak zrobiłem mój sernik, może ktoś skorzysta z przepisu. Sernik robi się łatwo, warto spróbować, smakuje wyśmienicie i nie trzeba go piec w piekarniku.
Potrzebujemy kilku składników ze sklepu: sernik w proszku, brzoskwinie w puszce, galaretka, herbatniki...



Jeszcze serek homogenizowany i oczywiście mleko, im tłuściejsze tym lepsze.



Jak już mamy wszystkie składniki kupione, to oczywiście wyciągamy mikser, miskę, tortownicę.
Mikserujemy sernik w proszku z mlekiem. Na opakowaniu sernika jest podany dokładny czas mikserowania i wszystkie wskazówki jak to mikserować. Ja zawsze dodaję mniej mleka niż podaje instrukcja, dodaję jedną szklankę mleka, bo wolę, żeby sernik był bardziej zbity, niż taki strasznie puszysty, że się rozwala na talerzu. Ale jak kto woli.

A w między czasie przygotowujemy galaretkę, bo ona potrzebuje trochę czasu żeby wystygnąć i się trochę zastygnąć, ale o tym później. Przygotowujemy galaretkę i odstawiamy niech stygnie.



Galaretka stygnie sobie, a my wykładamy tortownicę herbatnikami i nakładamy ubitą masę sernikową.



Na pięknie wygładzony sernik ja za każdym razem sypię warstwę albo wiórków kokosowych, albo orzeszków, a tym razem są to płatki migdałowe. Stworzą w naszym serniku chrupką, pyszną warstwę.



Która wygląda i pachnie tak.



Muszę dopowiedzieć, że jak ktoś bardzo lubi to może dodać rodzynki, ja nie cierpię rodzynek, więc ich nigdy nie dodaję do mojego ciasta.
Teraz następna miła czynność, krojenie brzoskwiń. Wyciągamy je z puszki trochę wcześniej na miseczkę, żeby syrop z nich trochę skapał, żeby nie pływały później na serniku. Kroiłem w takie grubsze paseczki, ale można je było pokroić w kostkę, albo w cienkie plasterki, jak kto woli.



Uwaga dla młodszych, którzy będą sernik robić. Uważajcie na nóż! Najlepiej niech kroi ktoś dorosły.
Teraz pokrojone, smakowite brzoskwinie układamy na warstwie migdałów. Ciężko było się powstrzymać, żeby nie zjeść tych brzoskwiń.



Teraz wracamy do naszej galaretki. Uwaga, uwaga cenna uwaga!
Nie zalewajcie galaretki, kiedy jeszcze jest bardzo wodnista, poczekajcie aż się zrobi taka gęściejsza, ale nie glutowata. Trzeba ten moment wyczuć. Kiedyś wlałem wodnistą galaretkę i wstawiłem sernik do lodówki, bo myślałem, ze będzie w porządku. Jak po jakimś czasie otworzyłem lodówkę, żeby sprawdzić co z sernikiem to się załamałem. Galaretka dziwnym sposobem przeciekła przez cały sernik i była w całej lodówce, a ja myślałem że tortownica jest szczelna i nic nie przepuszcza. No i od tamtego czasu, zawsze czekam i sprawdzam czy galaretka jest już gęściejsza. Wtedy nie ucieknie, bo w lodówce już tylko sobie pięknie zastygnie. No i mamy gotowy i przepyszny sernik.
Ja oczywiście uwielbiam słodkości, więc doprawiam do smaku sosem czekoladowym. A co sobie będę odmawiał trochę przyjemności w życiu.



Strasznie pysznie i miło się zrobiło. Smacznego!



No to lecę się starzeć w spokoju i obrastać w dodatkowe kalorie.
Hehe, pyszny serniczku, nadchodzę!
Kuba.